top
 
Nowości
Na drodze do małżeństwa
Nauczanie Kościoła
Małżeństwo na co dzień
Kryzysy - Poradnia prawna
Opowiadania
Filmy
Multimedia: pobierz
Ciekawe artykuły
O nas
Polecamy szczególnie

 

Akt małżeński  - Ksawery Knotz OFMCap - okładka
O małżeństwie ... bez zacierania prawdy cz.1

 


 

 

 

 

 

 


Centrum JP2
Reklama
Nowości arrow Opowiadania arrow Krokusy
REKLAMA
Advertisement


Krokusy PDF Drukuj Email

marzec / kwiecień 1952

Tłumy studentów z wolna opuszczały kościół sióstr sercanek przy ulicy Garncarskiej w Krakowie. Skończyły się właśnie rekolekcjach akademickie, które w tym roku prowadził tutaj ksiądz Karol Wojtyła. Ten młody naukowiec, który trzy lata temu przyszedł do parafii św. Floriana, zdążył już zdobyć rozgłos w środowisku krakowskich studentów. Przez dwa lata  pracy w tym kościele skupił wokół siebie gromadkę młodzieży z Politechniki Krakowskiej i Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Spotykali się regularnie na próbach chóru, który powstał z inicjatywy księdza. Jesienią ubiegłego roku Wojtyła przestał co prawda być wikarym u Floriana – otrzymał urlop naukowy – ale kontaktów z młodzieżą się nie wyrzekł. Chętnie zatem przyjął propozycję poprowadzenia rekolekcji akademickich u sercanek. Teraz, po skończonej konferencji, zszedł z ambony i udał się do zakrystii.  

– A wy co tu jeszcze robicie? – zdziwił się widząc kilkoro dziewcząt i chłopców z chórku.

– A, tak sobie rozmawiamy... – w głosie Elżbiety dało się odczuć pewne wahanie. Znowu ogarnęły ją wątpliwości. Czy to nie za śmiała propozycja?

Wojtyła spojrzał uważniej na dziewczynę. Nie trzeba było być wielkim psychologiem, żeby zorientować się, że chce coś powiedzieć, ale nie ma odwagi.

– No, śmiało, co tam przyszło wam do głowy?

– Podobno w Zakopanem już zakwitły krokusy.

– Tak wcześnie? – zdziwił się ksiądz.

 – Podobno pięknie wyglądają.– Jeszcze nigdy nie widziałem kwitnących krokusów.

– My też nie – w głosie dziewczyny zabrzmiała nutka nadziei – i dlatego chcieliśmy...

– ...pojechać? Cóż w tym trudnego?

– No, niby nic, tylko...

– A, rozumiem. Dziewczyny i chłopaki razem. Rodzice by się martwili.

– No, nie tylko. Pomyśleliśmy, że może ksiądz pojechałby z nami – wreszcie Elżbieta wydobyła z siebie prośbę.

– Chcecie mnie zabrać? Dziękuję, pojadę bardzo chętnie. Tyle było teraz pracy na Wielkanoc, że mały odpoczynek nie zaszkodzi. To kiedy ruszamy?

– Jest nocny pociąg z Krakowa do Zakopanego. Moglibyśmy pojechać w najbliższą sobotę i wrócić na poniedziałek rano.

– Dacie radę?

– A ksiądz?

– O mnie się nie martwcie. Spotkamy się wieczorem na dworcu.

– Bardzo dziękujemy! – krzyknęli chórem młodzi ludzie. Stojąca nieopodal siostra sercanka spojrzała ze zdumieniem na skupioną wokół księdza grupkę. „Kto to słyszał, żeby tak się spoufalać? – pomyślała. – Chociaż z drugiej strony lepiej, że chodzą za księdzem niż za kim innym.” Słuchając oddalających się już głosów i śmiechów podeszła do drzwi i zamknęła je wielkim kluczem.

/Paweł Zuchniewicz, "Papież Rodzin", Wydawnictwo M, 2005.

Rozdział I: „PRZED SKLEPEM JUBILERA”, CZYLI KLEJNOTY LUDZKIEJ MIŁOŚCI/

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

© Designed by SOLmedia, 2007-08