top
 
Nowości
Na drodze do małżeństwa
Nauczanie Kościoła
Małżeństwo na co dzień
Kryzysy - Poradnia prawna
Opowiadania
Filmy
Multimedia: pobierz
Ciekawe artykuły
O nas
Polecamy szczególnie

 

Akt małżeński  - Ksawery Knotz OFMCap - okładka
O małżeństwie ... bez zacierania prawdy cz.1

 


 

 

 

 

 

 


Centrum JP2
Reklama
Nowości arrow Opowiadania arrow Córeczka kościelnego
REKLAMA
Advertisement


Córeczka kościelnego PDF Drukuj Email

Ksiądz Wojtyła nacisnął klamkę i wszedł do zakrystii kościoła św. Floriana. Kościelny układał właśnie ornat, w którym nowy wikary miał odprawić Mszę świętą.

– Pochwalony Jezus Chrystus! – powiedział kościelny na widok księdza.

– Na wieki wieków, Antoni – odrzekł Wojtyła. – Jak Marysia? Już wyzdrowiała?

Marysia była córką kościelnego. Nieraz przybiegała do zakrystii a nowy wikariusz chętnie z nią rozmawiał. Od paru dni jednak leżała w łóżku lecząc się z grypy.

– O, jest już znacznie lepiej, niedługo znów będzie księdza męczyć – odparł kościelny.

– Co też opowiadasz, Antoni! Dzieci są cudowne, a twoja mała to prawdziwy skarb. Żebyśmy my, dorośli, mieli choć trochę z ich prostoty. Wiele spraw okazałoby się łatwiejszych.

– Mam do księdza prośbę – Antoni zmienił temat.

– Mów śmiało...

– Czy mógłby ksiądz odprawić Mszę za duszę matki Marysi?

– Jak to „za duszę”? Przecież twoja żona żyje i ma się dobrze. Nie dalej jak wczoraj widziałem ją, jak sprzątała u urszulanek.

– Zuzanna jest moją drugą żoną. Matka Marysi zmarła.

– Przykro mi. Mszę oczywiście odprawię. Powiedz... – Wojtyła zawahał się – jak Marysia przyjęła twoje drugie małżeństwo? Słyszałem, że często dzieci ciężko to znoszą.

– Ona nie pamięta swojej matki. Bogumiła zmarła przy porodzie – głos Antoniego załamał się. – Przepraszam księdza, do dzisiaj nie mogę się z tym pogodzić.

– Chcesz o tym porozmawiać? Czasem to pomaga.

– Jeszcze by się ksiądz obraził. Czasem to i Bogu wymyślam, że mi to zrobił. Ona była taka dobra, tak się o wszystko troszczyła. Żeby ksiądz widział, jaką wyprawkę przygotowała dla dziecka. I jeszcze dawała mi instrukcje, czego i jak używać. Nie bała się śmierci, tylko tego, że nie dam sobie rady z dzieckiem.

– Jak to? Wiedziała, że nie przeżyje?

– Oczywiście, księże. Lekarze jej powiedzieli. Mówili – albo ty, albo dziecko. Ale ona nie chciała przerwać ciąży. „To morderstwo” – mówiła. Ja też wiem, że to grzech, ale nieraz zastanawiałem się, co lepsze.

–  Jak człowiek się boi, to różne myśli przychodzą mu do głowy...

– Za to ona do końca miała tyle zdrowego rozsądku. „Antoni – powiedziała mi przed pójściem do szpitala – jak umrę, dziecku będzie potrzebna matka. Mam taką koleżankę, dobra jest i gospodarna. Weźmiesz ją sobie za żonę i dobrze się wam ułoży.” I tak się stało.

– Szczęściarz z ciebie. Miałeś świętą żonę.

– Szczęściarz? Ksiądz żartuje. To było straszne. Musiałem załatwiać chrzest i pogrzeb jednocześnie.

– Wiem, że było ci ciężko. Ale czas leczy ból.

– To prawda. Zuzanna jest dobrą matką. Zresztą sama nie może mieć dzieci. Marysia jest jej jedyną radością.

– Panu Bogu wciąż masz za złe to, co się stało?

– Kiedyś miałem do Niego naprawdę żal. Teraz już trochę mniej. Ale wciąż tego nie rozumiem. Ona był taka dobra. I potrzebna. Dziecku i mnie. Czemu Bóg tak nas pokarał? Tylu złych ludzi na ziemi żyje i cieszy się szczęściem. A my – tak prędko musieliśmy się rozstać.

– Uważasz, że to była kara?

– Jakżeby inaczej księże? Śmierć żony to przecież nie nagroda.

– Spójrz, prosisz mnie, abym odprawił za nią Mszę świętą. Ktoś mógłby powiedzieć, że to bez sensu. Chcesz ofiarować coś, co jest pamiątką śmierci i to śmierci Boga.

– Księże, to co innego. Msza to msza a życie jest życiem.

– Nie mielibyśmy go, gdyby On nam go nie dał. Jeśli zabrał twoją żonę do siebie, to nie dlatego, żeby ciebie pokarać, lecz – by ją nagrodzić. Mówię ci, Antoni, twoja żona to święta kobieta. Teraz cieszy się, patrząc na Boga i na was tu na ziemi. Zostawiła ci dziecko, w którym jest część jej samej. Od ciebie zależy, czy pozwolisz Marysi być równie świętą, jak jej matka, czy też przekażesz jej tylko ból i gorycz. To na pewno szczęścia jej nie da. Pomyśl nad tym. A teraz chodź. Za chwilę zaczynamy Mszę świętą.

Ksiądz poprawił ornat a Antoni narzucił komżę. Był zamyślony. Pierwszy raz ktoś rozmawiał z nim w ten sposób. Obaj wyszli z zakrystii i poszli do ołtarza. Antoni stanął z boku, tuż obok stolika, na którym znajdowała się puszka z komunikantami oraz naczynia z wodą i winem. Mijały minuty. Zbliżał się moment konsekracji. Antoni podał puszkę i małe karafki. Uklęknął i spojrzał na księdza. Wojtyła pochylił się głęboko, wziął w ręce chleb i powoli powiedział: „Accipite et manducate ex hoc omnes: hoc est nim Corpus meum, quod pro vobis tradetur” („Bierzcie i jedzcie z tego wszyscy, to jest bowiem Ciało moje, które za was będzie wydane”). Jak żywe stanęły przed kościelnym inne msze: gdy brali ślub z Bogumiłą, gdy był jej pogrzeb i gdy chrzcił Marysię. „Ta sama Msza, a każda taka inna” – pomyślał: najpierw tyle radości, potem ból i w końcu oczekiwanie i niepewność. Kto wyrośnie z tego malutkiego dziecka w beciku? Jaka będzie Marysia?

Antoni zadzwonił dając znak, że jest już po konsekracji.

Po Mszy znaleźli się znowu w zakrystii. Ksiądz zdjął ornat i pocałował stułę.

– Antoni, jutro rano będę się modlił w intencji Bogumiły. Choć prawdę powiedziawszy to raczej my powinniśmy ją prosić o modlitwę. Nie martw się. Módl się tylko. Msza święta ma wielką moc. Bóg dobry i człowiek dobrej woli – to są punkty oparcia, na których każda sprawa może stanąć. Trzeba tylko długomyślności, cierpliwości, odwagi, wiary, ufności. Twoja córka jest tego warta.

Antoni uśmiechnął się. Ten człowiek potrafi wlać nadzieję w serce – pomyślał.

– Dziękuję, księże. Jutro przyjdziemy razem. Z Marysią i z Zuzanną.

 

/Paweł Zuchniewicz, "Papież Rodzin", Wydawnictwo M, 2005.

Rozdział I: „PRZED SKLEPEM JUBILERA”, CZYLI KLEJNOTY LUDZKIEJ MIŁOŚCI/

 

 
« poprzedni artykuł

© Designed by SOLmedia, 2007-08