top
 
Nowości
Na drodze do małżeństwa
Nauczanie Kościoła
Małżeństwo na co dzień
Kryzysy - Poradnia prawna
Opowiadania
Filmy
Multimedia: pobierz
Ciekawe artykuły
O nas
Polecamy szczególnie

 

Akt małżeński  - Ksawery Knotz OFMCap - okładka
O małżeństwie ... bez zacierania prawdy cz.1

 


 

 

 

 

 

 


Centrum JP2
Reklama
Nowości arrow Opowiadania arrow Butelka spirytusu
REKLAMA
Advertisement


Butelka spirytusu PDF Drukuj Email
2 sierpnia 1953 roku 

Danuta Plebańczyk weszła na plac Kossaka i rozejrzała się za domem, o którym mówił jej Jurek Ciesielski. Dzisiaj u Maćka Krobickiego miała spotkać się grupa młodych ludzi, aby omówić ostatnie szczegóły dwutygodniowej wyprawy w Bieszczady, którą rozpoczynali nazajutrz. „Pojedź z nami, będzie fajnie. Poznasz Wujka i odpoczniesz” – zachęcał ją Jurek, z którym studiowała na Akademii Wychowania Fizycznego w Krakowie. On sam zetknął się z tym środowiskiem kilka miesięcy wcześniej i od razu poczuł się w nim bardzo dobrze. Wiele opowiadał koleżance o księdzu, którego nazywali Wujkiem. Teraz Danuta miała go spotkać po raz pierwszy.

Studentka stanęła przed drzwiami Krobickich. Ze środka dochodziły już głosy wielu osób, śmiechy i stukanie łyżeczek o szklanki. Danuta zapukała. Drzwi się otworzyły i weszła do mieszkania. Jej oczom ukazała się grupa kilkunastu osób, wśród których siedział młody ksiądz w okularach i podniszczonej sutannie. Przed nimi rozłożony leżał plan Bieszczadów.

– O, jesteś – Jurek uśmiechnął się na widok koleżanki. – Przedstawiam wszystkim pannę Danutę Plebańczyk, znamienitą studentkę Akademii Wychowania Fizycznego.

 – Witamy, witamy i zapraszamy – odezwali się uczestnicy spotkania.

– Poznaj naszą ekipę. Jadzia i Staś Kozłowscy – nasi nowożeńcy. Zaplanowali sobie podróż poślubną po  bieszczadzkiej dziczy. A to ksiądz Karol Wojtyła.

Danuta podała rękę mężczyźnie w sutannie. Poczuła ciepły, mocny uścisk dłoni.

Dziewczyna usiadła obok i spojrzała na mapę. Trasa wyprawy była już wyznaczona. Ustrzycki Górne, Szeroki Wierch, Tarnica, Halicz, Krzemień, Bukowe Berdo i powrót do Ustrzyk.

– Właściwie wszystko już mamy ustalone – odezwał się Jurek. – Aha, jeszcze jedno. Trzeba kupić ćwiartkę spirytusu do apteczki.

– Kupować spirytus? Tego nie zrobimy. Jakby to wyglądało, gdyby dziewczyna weszła do monopolowego – oburzyła się Teresa.

– My też nie możemy– odezwał się Staszek. – Przecież jesteśmy harcerzami – to nie wypada...

Jurek powiódł wzrokiem po zgromadzonych.

– Nie ma sprawy, zrobię to – Danka sama zdziwiła się, skąd u niej tyle odwagi.

– Dziękuję, wybawiłaś nas z kłopotu – powiedział Jurek, gdy wyszli już od Krobickich. – A jak ci się spodobał Wujek?

– Nie mówi za wiele, ale uścisk dłoni ma solidny.

– To niezwykły człowiek. Rzeczywiście, nie lubi za dużo gadać, za to słucha uważnie i widzi też bardzo dużo. Zna nas bardzo dobrze i nigdy nikogo nie przeoczy. Bardzo mi pomógł, gdy umierał mój tata.

Ojciec Jerzego, Filip Ciesielski, zmarł kilka miesięcy wcześniej. Właśnie wtedy za sprawą Wujka Jurek przyłączył się do grupy, która powstała w parafii św. Floriana.

– Byłem z nim niedawno na Leskowcu. To była  niesamowita wycieczka i jeszcze bardziej niesamowita rozmowa – opowiadał dalej Jurek. – Miałem wrażenie, że on wie o wszystkim, co jest we mnie. Potem okazało się, że jemu też umarł ojciec. Tutaj, w Krakowie, w czasie okupacji. A na Leskowiec zabierał go przed wojną, jeszcze gdy mieszkali w Wadowicach. To musiał być wspaniały człowiek. A syn wdał się w niego. Dzięki Wujkowi stanąłem na nogi. Cieszę się, że jedziemy razem w Bieszczady.

– To będzie trudna wycieczka. Strasznie tam dziko.

– Ale jaka dobra paczka!

– Turyści z kapelanem. Pierwszy raz coś takiego widzę.

– Ten ksiądz to też niezły turysta. Zaimponował mi na Leskowcu. Wiele lat już uprawiam turystykę, ale po raz pierwszy czułem się tam tak dobrze. Był czas i na łażenie i na modlitwę, na podziwianie krajobrazów i na Mszę świętą. I my jakoś zżywamy się bardziej ze sobą.

– Chłopcy i dziewczyny też? – z figlarnym uśmiechem zapytała Danuta.

– Gdy ludzie sprawdzają się w takich warunkach, to i później łatwiej przetrwać niejedną zawieruchę. To nie przypadek, że Jadzia i Staś idą z nami. Małżeństwo to nie żarty. Wędrowanie po Bieszczadach też.

Nazajutrz wszyscy zameldowali się na dworcu, skąd mieli odjechać do Ustrzyk. Danuta dźwigała ogromny plecak, który dorównywał ciężarem plecakom mężczyzn.

– Danka, co ty! Przecież nie dasz rady tego targać – Jurek Ciesielski był zbulwersowany rozmiarami jej bagażu.

– Musimy przejrzeć te rzeczy, na pewno jest wśród nich coś niepotrzebnego – dodał Staszek.

Po chwili plecak był już otwarty, a chłopcy wyjmowali z niego kolejne rzeczy. Danuta patrzyła z lekkim niedowierzaniem, jak plecak chudnie, a obok niego rośnie paczuszka jej garderoby.

– O nie, krótkie spodenki muszę zabrać.

– Po co? Na naszych wycieczkach dziewczęta nie chodzą w spodenkach – odparł Jurek. – Ciesz się, że tyle rzeczy pozwoliliśmy ci zabrać.

– Nie martw się, Danka, pamiętasz przypowieść o uchu igielnym? –Wujek wtrącił się do rozmowy. – Tak nazywała się brama w Jerozolimie. Była tak wąska, że z objuczonych wielbłądów trzeba było zdejmować pakunki, aby mogły wejść do miasta. Nasza wyprawa też będzie trudna, jak przejście przez ucho igielne. Warto pozbyć się trochę ładunku.

Po kilkunastu minutach plecak Danuty ważył już nie 20 a 15 kilogramów. Zbędne rzeczy rodzina zabrała do domu, a cała ekipa wsiadła do pociągu. Zaczynała się pierwsza wakacyjna wyprawa Rodzinki Wujka Karola.

/Paweł Zuchniewicz, "Papież Rodzin", Wydawnictwo M, 2005.

Rozdział I: „PRZED SKLEPEM JUBILERA”, CZYLI KLEJNOTY LUDZKIEJ MIŁOŚCI/ 

 

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

© Designed by SOLmedia, 2007-08