top
 
Nowości
Na drodze do małżeństwa
Nauczanie Kościoła
Małżeństwo na co dzień
Kryzysy - Poradnia prawna
Opowiadania
Filmy
Multimedia: pobierz
Ciekawe artykuły
O nas
Polecamy szczególnie

 

Akt małżeński  - Ksawery Knotz OFMCap - okładka
O małżeństwie ... bez zacierania prawdy cz.1

 


 

 

 

 

 

 


Centrum JP2
Reklama
Nowości arrow Małżeństwo na co dzień arrow Wychowanie dzieci arrow Różne aspekty edukacji
REKLAMA
Advertisement


Różne aspekty edukacji PDF Drukuj Email
GraduationAutorytet: wykorzystywanie go bez przymusu i marnotrawstwa. Troskliwość, dobry przykład i zachęta nie wystarczają do wychowywania. Potrzeba także okazywania autorytetu. Moda na wychowywanie na marginesie autorytetu okazuje się krótkowzroczna i nieudana. Zresztą, negują ją nawet ci, którzy zostali jej poddani. Dziecko potrzebuje autorytetu i poszukuje go.

      Jeśli w swoim otoczeniu nie znajduje odpowiednich sygnałów i nie ma wytyczonych granic, staje się niepewne lub nerwowe. Nawet bawiące się dzieci zawsze ustalają reguły, których nie można przekraczać. Z drugiej strony znamy dzieci-tyrany, które są antypatyczne, dokuczliwe, źle wychowane, przyzwyczajone do bezustannego górowania nad innymi i nieposłuszeństwa, gdy tylko mają na to ochotę.

      Światły osąd najtrudniejszy jest jednak w odniesieniu do własnych dzieci. Często, jeśli zachowanie dziecka jest bardziej krępujące dla rodziców niż dla niego samego, nie wiedzą oni, czy narzucać własną wolę, czy poddać się, dać za wygraną i nie ryzykować publicznego przedstawienia… czy uciąć problem wybuchem gniewu i zbesztaniem go.

      Poza tą niepewnością istnieje jeszcze dziwna mieszanka różnych niepokojów. Pojawia się lęk o utratę miłości dziecka, o jego zdrowie fizyczne, o to, że źle wypadniemy, albo że spowoduje ono jakieś szkody materialne.

      Jeśli ponad wymienione niepokoje przedstawimy pragnienie pomocy dziecku, by dostrzegło własne egoistyczne skłonności, jak: zachłanność, lenistwo, zazdrość, złośliwość, okrucieństwo, itp., wówczas stanowcze napomnienie z pozycji autorytetu uchroni nas przed niepewnością i zarazem poczuciem winy.

      Bez obawy należy stwierdzić, choć nie jest to w modzie, że używanie autorytetu (które nie jest autorytaryzmem) i wymaganie posłuszeństwa jest dla wychowania konieczne już od momentu, w którym dzieci zaczynają rozumieć, o co je prosimy. Często rodzice, kierując się własną wygodą, pozwalają aby ich polecenia odchodziły w niepamięć albo, aby dzieci otwarcie im się przeciwstawiały. Nie powinni na to przyzwalać, natomiast zawsze, od najwcześniejszego wieku, wyjaśniając powody swoich wymagań, mają używać wobec nich swojego autorytetu.

      Niektórzy zapytują, co właściwie jest złego w tym, że niekiedy zakazujemy czegoś, dokładnie nie wiedząc dlaczego, lub w porywie gniewu żądamy, by dzieci zostawiły nas w spokoju gdyż akurat jesteśmy zdenerwowani i wszystko nam przeszkadza. Właśnie w ten sposób, bez potrzeby, przez nadużycie, kompromitujemy swój autorytet.

     Trzeba rozumieć, że wszystkie zdrowe dzieci mają potrzebę ruchu i zabawy angażującej wyobraźnię i wolność. Nieustannie i bez rozeznania interweniując w ich zajęcia uczynimy w końcu z autorytetu coś nie do zniesienia. O takiej sytuacji mówi anegdota, w której matka powiada do opiekunki: „Idź do pokoju dzieci i zobacz, co robią… a potem zabroń im tego”. Z drugiej strony ugruntowane w dziecku przekonanie, że nic nie może zmienić powziętych przez rodziców postanowień jest bardzo skuteczne i ogromnie pomaga mu uspokoić się lub zapobiec zniecierpliwieniu.

     Trzeba też zwracać uwagę na ton, w jakim wydajemy polecenia. Kto wydaje rozkazy, zwykle okazuje nerwowość i brak pewności. Ton groźby słusznie wzbudza negatywną reakcję i sprzeciw. Wydawajmy więc polecenia, albo lepiej, prośmy tonem spokojnym i pełnym zaufania w posłuszeństwo. Nakazy pozostawmy wyłącznie sprawom najważniejszym. W pozostałych przypadkach lepiej używajmy form łagodnych: „Czy mógłbyś…?”, „Czy miałbyś czas…?”, „Czy ktoś potrafi to zrobić?” W ten sposób pobudzamy dzieci do dokonywania wolnych i odpowiedzialnych wyborów i dajemy im okazję do działania autonomicznego i pełnego inwencji. Niech poczują się potrzebne i miłe rodzicom.

     Niekiedy przychodzi poprosić dziecko o wysiłek większy niż zazwyczaj. Należy wówczas stworzyć przyjazny klimat. Jeśli wiemy na przykład, że nasz współmałżonek jest wyjątkowo zmęczony lub boli go głowa, pójdziemy sami i porozmawiamy z dzieckiem: „Mamę (albo tatę) bardzo boli głowa, dlatego wyjątkowo, proszę cię byś dzisiaj nie hałasował”. Trzeba będzie może znaleźć mu jakieś zajęcie i przyjrzeć mu się z większą czułością lub pogłaskać od czasu do czasu, by wynagrodzić jego starania.

/Fragment książki ks. Arturo Cattaneo "...i żyli długo i szczęśliwie"/     

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »

© Designed by SOLmedia, 2007-08