 Niezależnie od tego, co się mówi, istnieją działania, które są nie do pogodzenia z tym, co rozumiemy przez «miłość». Dane działanie jest «nie-miłością», jeśli narusza jakikolwiek z podstawowych wymiarów miłości: wierność, delikatność lub płodność.
Na razie zajmiemy się tylko trzema rodzajami «nie-miłości», które uderzają w tak istotną dla każdej autentycznej miłości wierność. Są to: rozwód, tak zwana wolna miłość i cudzołóstwo.
Rozwód dąży do zniszczenia miłości małżeńskiej, która z definicji jest niezniszczalna (nieśmiertelna i wieczna ). Miłość trwa zawsze, dopóki trwają osoby (a osoby – istoty zdolne do działań duchowych – są nieśmiertelne). Absolutnie niemożliwe jest, żeby jakaś miłość potrzebowała zerwania: tak naprawdę od początku nie była to miłość, albo po prostu przestano kochać (rzecz nietypowa dla miłości, ponieważ jeśli buduje się ją na właściwych fundamentach, dąży się do tego, by kochać coraz bardziej).,
Orzeczenie o nieważności małżeństwa jest właśnie stwierdzeniem, że – z jakiegoś powodu – faktycznie nie było nigdy prawdziwego małżeństwa między daną parą.
Oczywiste jest, że Kościół nigdy nie będzie mógł pozwolić na rozwód, jak chcieliby niektórzy. Jego misją jest chronienie i obrona miłości. Dlatego, obok pomocy duchowej (sakramentów), Kościół ofiaruje więź (rodzaj gwarancji prawnej), która ma zagwarantować całkowitość miłości. Oczekiwanie od Kościoła czegoś innego jest zwykłym absurdem i nie można zarzucać mu braku wyrozumiałości.
Trzeba po prostu kochać, modlić się i przeżywać narzeczeństwo tak, jak nas uczy moralność katolicka, a wtedy na pewno nie będzie trzeba myśleć o rozwodzie. Autentyczna miłość zawsze wzrasta: miłość – jako działanie duchowe – jest operacją immanentną, to znaczy, samo jej przeżywanie doskonali ją, daje większą zdolność do miłości:
„Dar osoby z istoty swojej jest trwały i nieodwołalny. Nierozerwalność małżeństwa wynika nade wszystko z samej istoty tego daru: dar osoby dla osoby. W tym darze wzajemnym wyraża się oblubieńczy charakter miłości” (LR, 11).
Tak zwana wolna miłość po prostu nie jest miłością. Jest to rodzaj zawoalowanej prostytucji, ponieważ zakłada używanie własnej intymności jako przedmiotu wymiany: jest to oddanie ciała (bez uprzedniego oddania życia!) w zamian za coś, mimo że tym czymś może być zakochanie!
W rzeczywistości to niefortunne wyrażenie określa owe związki bez zobowiązania do wierności. Jest to powiedzenie: „bądźmy razem, dopóki się nie znużymy albo dopóki będzie nam to odpowiadało”. Dlatego nie ma tu całkowitego oddania, a w konsekwencji, nie ma autentycznej miłości:
„Z pewnością przeciwna cywilizacji miłości jest tak zwana «wolna miłość» – tym niebezpieczniejsza, że zwykle sugeruje się przy tym oparcie na tak zwanym «prawdziwym» uczuciu. Sugestią taką w gruncie rzeczy niszczy się miłość. Ileż rodzin uległo rozbiciu z tego właśnie powodu! (…) «Wolna miłość» wykorzystuje ludzkie słabości, dostarcza im pewnej «oprawy» szlachetności przy pomocy środków uwodzenia, a także doraźnej aprobaty opinii publicznej” (LR, 14).
Cudzołóstwo zrywa komunię osób będącą owocem miłości i przerywa całkowitość charakteryzującą miłość: albo wszystko (oddanie wyłączne i na zawsze) albo nic. Miłość oblubieńcza (małżeńska) nie może być dzielona między kilka osób ani w niepełnym wymiarze: jakikolwiek rodzaj częściowości zabija całkowitość.
W rzeczywistości ten, kto jest zakochany, jest zazdrosny i jest owładnięty przez swoją miłość. Kiedy zachodzi wymiana osób nie ma to znaczenia (rodzaj handlu!), nie ma już miłości. I tak, kto nie żyje w całkowitym oddaniu, szuka ciągle rozrywki: zmiany partnera, nowych doświadczeń, itd.
/fragment książki Antoni Carol Hostench "Inżynieria miłości"/
|