Nikt nie powiedziałby: „Kocham cię i będę ci wierny pod warunkiem, że
nie masz wad”. To tak, jakby stwierdził: „Kocham cię pod warunkiem, że
nie jesteś realną osobą”. Nie byłoby to wyznaniem miłości. Kto chciałby
oddać się na wyłączność nieistniejącej osobie, w rzeczywistości, nie
byłby zdolny ją kochać.
„Pokocham cię pod warunkiem, że nie masz wad”
oznacza faktycznie: „Będę cię kochał pod warunkiem, że nic mnie to nie
będzie kosztowało”, co jest zwykłym egoizmem. Współmałżonka trzeba
kochać takim, jaki jest (a nie tylko znosić)!
Przed ślubem i jakiś czas po ślubie wiele osób żyje jakby w zauroczeniu. Podczas narzeczeństwa, nieświadomie starają się przypodobać drugiej osobie i pokazywać się od jak najkorzystniejszej strony. Na spotkaniach oczy ich błyszczą z radości, jakby mówiły: „Znaczysz dla mnie więcej, niż ktokolwiek”. Przebywanie razem wydaje się oazą szczęśliwości pośród nieciekawego świata.
W pierwszych latach małżeństwa wszystko może pomału zmieniać się. Nie musi oczywiście tak być. Jeśli walczy się o większą miłość, wzrasta także atrakcyjność. W każdym razie, chwile uroczyste stają się coraz rzadsze i zaczyna królować monotonia codzienności. Każdy pokazuje się takim, jaki jest, a bliska więź skłania do lojalności. Czas narzeczeństwa wraz ze świętami i wakacjami spędzanymi razem w radosnej atmosferze skończył się. Teraz trzeba się nauczyć kochać w życiu codziennym i wspólnie czynić je przyjemnym. Można tego dokonać, choć wymaga nieco wysiłku.
Do cnót drugiej osoby można się szybko przyzwyczaić. Inaczej jest jednak z wadami. To one są przyczyną waśni, denerwują i sprawiają, że czujemy się oszukani, bo w okresie narzeczeństwa nie było ich widać. To jest dopiero próba prawdziwej miłości, „klucz do miłości”. Trzeba nauczyć się kochać drugiego takim, jaki jest, także z jego wadami. W pewnym sensie można powiedzieć: „kochając także jego wady”, jeśli nie obrażają Pana Boga. Należą przecież do ukochanej osoby. Możemy podjąć delikatne, pełne zrozumienia starania, by pomóc drugiemu w przezwyciężeniu jego wad, przynajmniej tych najbardziej dokuczliwych, ale bez oschłości i niecierpliwości, bez przymusu, aby druga osoba zmieniła się i bez „pedagogicznego uniesienia”, z cierpliwością, łaskawością i wytrwałością.
Jednocześnie każde z małżonków powinno starać się wyzbywać własnych wad. Niech także odkrywa i docenia zalety, jakie druga osoba nosi w swoim wnętrzu, podziwia i ofiarowuje je. Światła miłość docenia cnoty i zalety drugiej osoby napełniając nas wdzięcznością.
/Fragment książki ks. Arturo Cattaneo "...i żyli długo i szczęśliwie"/
|