|
Nie potrafię wybrać pomiędzy uczuciami do pewnej osoby a życiem
konsekrowanym. Całe moje życie chcę być blisko Jezusa, pociąga mnie ta
wyłączność oraz ta modlitwa, jaką mają siostry zakonne. Jednocześnie uwielbiam małe
dzieci i podoba mi się życie rodzinne, najbardziej u małżeństw wywodzących się
z naszej wspólnoty oazowej. No i ostatnio pojawił się ktoś, o kim bardzo dużo
myślę i on o mnie myśli, jak mówi „na całe życie”. Czuję się ciągle w sercu na
jakimś rozdrożu. Obawiam się, że jeśli wybiorę jedną drogę, to potem będę
żałowała, że nie wybrałam tej drugiej.
Odpowiada Ks. Marek Kruszewski:
Chrześcijanin nie powinien myśleć,
że którąkolwiek drogę obierze, będzie mu źle. Przypomina wtedy Antygonę,
bohaterkę antycznej tragedii Sofoklesa. Musiała ona wybierać spośród
przeciwstawnych racji świadoma, że każda jej decyzja zakończy się klęską.
Chrześcijaństwo nie ma być
tragedią antyczną. Skoro Bóg kocha to znaczy, że przygotował dla nas dobre
drogi, wspaniałe miejsca i wartościowe osoby. „Wszędzie, gdzie pójdę, będzie
trudno, ale dobrze”.
Aby rozpoznać wolę Bożą, potrzeba dużo modlitwy,
cierpliwego czekania i otwierania Biblii. Warto rozmawiać z małżonkami i
z osobami duchownymi. Warto pojechać na jakieś rekolekcje powołaniowe lub
umówić się na kilka dni do jakiegoś zakonu, aby przyjrzeć się życiu sióstr.
Wtedy czasem zapala się lampka: „chcę tu być” albo rozjaśnia się w nas
przekonanie: „to nie jest moje miejsce”.
Bardzo wartościowym miejscem
rozeznania są rekolekcje ignacjańskie. Żeby na nie pojechać, trzeba mieć
skończone przynajmniej 18 lat i być osobą w dobrym stanie psychicznym i
emocjonalnym. Dość często po odbyciu drugiego tygodnia tych rekolekcji udaje
się rozpoznać swoją drogę powołania.
Nie trzeba uciekać od chłopca czy
uczucia, które się rodzi. Fakt, może to być pokusa odwodzenia nas od drogi
duchownej. Jednak jeśli powołanie do życia zakonnego jest prawdziwe, to nawet w
doświadczeniu ludzkiej miłości będzie odzywało się przekonanie: „to wprawdzie
wartościowy i piękny człowiek, ale mnie trochę bardziej ciągnie do Jezusa”. Takie przeżycie wzmocni pewność wyboru.
Stwierdzimy, że nie poszliśmy za Panem, bo nie było żadnej alternatywy. Urośnie
w nas świadomość, że Jezus zaprasza BARDZIEJ na tę konkretną drogę.
Jeśli natomiast wolą Bożą jest, aby
dziewczyna była małżonką, chodzenie z chłopcem to odsłoni. Może być bowiem tak,
że uciekamy do życia zakonnego z lęku przed małżeństwem na skutek złych doświadczeń rodzinnych.
Warto dać sobie czas. Osobiście bałbym
się tylko, jeśli rozeznawanie trwałoby zbyt długo, np. dłużej niż pięć lat.
Istnieje ryzyko, że zarówno powołanie do małżeństwa, jak i do zakonu przejrzeje. Można nie rozpoznać czasu swego
nawiedzenia.
|