|
Czy żarty o
seksie pomiędzy zamężną kobietą a innym żonatym mężczyzną są grzechem? Proszę o
odpowiedź.
Odpowiada Ks. Marek Kruszewski:
Żarty
same w sobie nie są złe. Bywają niewinne: zdrowe i dobre przekłuwają często
balon naszej pychy.
Inaczej
jest z żartami „z miętą”, żartami, które wpływają na wyobraźnię i pragnienia
rozmawiających. Takie żarty „rozmiękczają” naszą czystość i przyzwoitość.
Zewnętrznie tego nie widać. Flirt, dwuznaczności, żarty trwają nierzadko przez
kilka lat i pozornie nie prowadzą do grzechu. Pozornie.
Trzeba
sobie uczciwie powiedzieć: to co narusza dziewiąte przykazanie, nigdy nie
kończy się bezkarnie. Zabawa w pożądanie: w słowa, gesty, spojrzenia,
wyobrażanie sobie scen miłosnych – kiedyś zaowocuje. Po kilku, częściej po
kilkunastu latach, nawet po kilkudziesięciu – „co człowiek siał, to zbierać
będzie”. W końcu pojawią się efekty seksualnego rozmiękczania. Pokusa
dopuszczana rodzi namiętność. Ludzie stają się wtedy bezradni wobec pokus. Cóż,
wewnętrznie ulegali im przez wiele lat. Czasem bardzo lekkomyślnie.
Niby
pokusy to tylko pokusy. Łatwo przychodzą, więc mogą łatwo odejść. I odchodzą.
Chyba że… sami je zatrzymamy. Jeśli do pokus nieczystych dojdzie podsycana
przez rozmowy ciekawość, co będzie dalej? – uruchomiamy w sobie bombę z
opóźnionym zapłonem. Przeżywane problemy, dysfunkcje rodziny, z której
pochodzimy, atmosfera zmysłowości widoczna w mediach, alkohol – te wszystkie
czynniki przyśpieszają przekucie żartów o seksie w konkretne wydarzenia.
Oczywiście
można temu przeciwdziałać. Przede wszystkim na początku drogi „zmysłowego
rozmiękczania”.
Pierwszym
sygnałem wskazującym, że żarty przestały być niewinne, będzie niepokój lub
podniecenie. Pojawiają się wówczas myśli: To tylko słowa. Przecież do niczego
nie dojdzie.
Tymczasem
dwuznaczne rozmowy są niebezpieczne:
- Dla
kobiet, bo jak twierdzi św. Teresa Wielka, są one częściowo bezradne wobec
namiętnych i ciepłych słów.
- Dla
mężczyzn, bo wprowadzają ich w nastrój intymnej bliskości oraz rozbudzają głody
seksualne, emocjonalne i psychiczne.
Święty
Franciszek Salezy sugeruje: „Strzeżmy więc pilnie naszych uszu od wiatrów słów
niedobrych i płochych, bo wnet zwarzą nam one i zapowietrzą serce. Nie słuchaj
żadnych szeptów, pod żadnym pozorem. W tym jednym wypadku nie trzeba się bać
ujść za prostaka i człowieka niegrzecznego”.
Cóż,
kogoś może nie przekonywać archaiczny język Franciszka Salezego. Jednak to
interesujące, że doktor Kościoła zachęca aż do braku grzeczności i
delikatności. Gdybyśmy byli mniej subtelni w ucinaniu seksualnych żartów,
udałoby się uniknąć wielu niepotrzebnych zdrad i rozbicia wielu rodzin.
|